Bo to państwo właśnie
Ostatnio nawiedzają mnie dość ponure myśli. Najczęściej z powodu nieuregulowanego stosunku do wojska (czyt. olałem ich) i samego przymusu stawiania się na ichnie wezwania. Nie mówiąc już o codzienności typu politycy, urzędasy, konieczność posiadania dwóch szuflad bezużytecznych a niezbędnych papierków, karach grzywn czy nawet pozbawienia wolności gdy mamy tego dość.
Pytam więc: jakie realne zalety człowiekowi daje sam fakt istnienia państwa jako takiego? Laik jak ja stwierdzi że kiedyś ludzie się łączyli w plemienia, szczepy czy jak je tam zwał, aby zyskać siłę ataku i lepszą możliwość obrony. Ot, ich trawa jest zieleńsza, do ataku! Dziś to samo - wypierdek który z buraka się zmienił w polityka nagle może dyktować innym ludziom jak mają żyć. Wyda taki jeden z drugim jakąś ustawę - leć więc do urzędu póki czas, bo potem srogie kary.
Pytam więc po co nam to państwo? Dajemy podatki; w tej chwili użyję określenia "dobrowolnie" co zaraz wyjaśnię. Na co idą nasze podatki? Na utrzymanie polityków, urzędasów, wszelkich służb cywilnych i wojskowych, tak w skrócie. A co oni robią, tak naprawdę? Wymyślają kolejne durne ustawy które mają nas zmusić do określonych działań. Na dodatek ludzie sami na siebie bat kręcą, bo w końcu byle urzędniczyna tego nie wymyślił, jednak wymaga i uznaje, szanuje i wręcz kocha papierki. Na dodatek są to często menty złośliwe i nadęte; niedokładnie cytując myśl Pratchetta: "patrzył na innych z typowym wywyższaniem się drobnego i zalękanego człowieczka".
Dlaczego więc wszyscy się na to zgadzają? Ktoś może powiedzieć - jak Cię okradną to lecisz na policję. No dobra, a jaki procent rzeczy uda im się odnaleźć? Jaki procent podatków trafia do policji, a jaki zostaje spożytkowany w sposób który poprawi bezpieczeństwo ludności?
Jak jesteś chory - lecisz do lekarza. No owszem, tylko że aby się skutecznie leczyć trzeba sobie wydrukować wizytówki posła (vide artykuł w "metrze" czas jakiś temu) lub iść do prywatnego lekarza. No i każdy nie raz i nie dwa słyszał o gigantycznych długach szpitali, słyszał o strajkach pielęgniarek i lekarzy. Dlaczego dla nich nie ma pieniędzy, a dla polityków są?
Za co oni dostają pieniądze? Za wymyślanie kolejnych sposobów okradania ludzi! Jaki procent podatków idzie na szpitale, a jaki ich procent wspomoże leczenie ludzi?
Ostatnie pytanie: Na co nam armia? Armia służy do ataku i obrony; armia może powstać tylko wewnątrz państwa (nie licząc rebelii, partyzantów itp). Jeśli nie będzie żadnych państw, nie będzie wojen. Że anarchia zapanuje? Niekoniecznie. Nadal może istnieć policja, która by dbała o bezpieczeństwo sąsiadów. Jeden by uprawiał pole, drugi byłby stolarzem, inny by piekł świetny chleb, jeszcze inny byłby muzykiem, byliby poeci, lekarze, rolnicy, duchpasterze tego czy innego wyznania, mechanicy i każdy inny zawód. Każdy by miał swoje własne mini państwo, w obrębie swojej ziemi. I tak policjant by bronił swoich sąsiadów, w zamian zawsze dostając jakieś mięsko, warzywka czy chlebek. Strażak też. I lekarz. Równie dobrze mogłyby być to pieniądze - oczywistym jest że bliscy sobie sąsiedzi by używali tego samego symbolu; tak jak by używali tego samego języka. Ludzie by po prostu pracowali w tym co kochają; nie musieliby się przejmować niespłaconym podatkiem ani innymi bzdurami.
To jest świat w jakim chciałbym żyć. Coś jak średniowiecze, tylko bez królów i poddaństwa.
Pięknie, tylko wychodzisz z (błędnego) założenie, że nie znajdzie się grupa ludzi, którzy odkryją, że są silniejsi (pod jakimś względem) i zapragną tę siłę wykorzystać, niekoniecznie w sposób dobry dla otoczenia. Poza tym niektórzy po prostu chcą, żeby ktoś się nimi opiekował (bądź nawet "opiekował") w zamian za chorych rozmiarów haracz. Hierarchizacja społeczeństwa w jakiejś formie zawsze wystąpi, dlatego lepiej zastąpić tę "dziką" hierarchizację jakąś wypróbowaną - tak, swego rodzaju "mniejsze zło". Tak samo zwalczanie przemocy de facto zawsze będzie polegało na zastępowaniu tej "bezprawnej" przemocy inną. (Niektórzy wpadają na pomysł wyplenienia jej w ogóle - paradoksalnie, bardziej się wtedy ona rozprzestrzenia.) Po prostu niektóre rozwiązania są lepsze, niektóre gorsze, ale żadne doskonałe. A takie, obawiam się, należy do gorszych.
Nie, żebym nie zgadzał się z Twoją refleksją nt. obecnego systemu. Osobiście w jego miejsce proponowałbym monarchię połączoną z liberalnym państwem-nocnym stróżem. Ale też nigdy nie miałem okazji poczuć, jak taki system działa - być może byłby nawet gorszy? Przy pewnych założeniach wydaje się być niegłupim...
No niestety, wiem że taka po prostu ludzka mentalność. Gdy już znajdzie się grupa ludzi która odkryła że są silniejsi, jedynym sposobem ich powstrzymania byłoby użycie siły, co po kilkudziesięciu/set latach oznacza demokrację jaką mamy obecnie (sic!). Takie mam po prostu odchyły, nienawidzę aparatu państwa, wykonywanie czyichś rozkazów to dla mnie abstrakcja, podobnie wszelkie ograniczenia wolności (też mi wolność dziś, phi. Zrób to zrób tamto); jestem chyba nieprzystosowany do życia w normalnym społeczeństwie. Pod koniec nakreśliłem raczej utopijny obraz, ale to w końcu opis świata jaki byłby dla mnie idealny, wiec...