Ty hipotetyczny złodzieju!
Czy wiesz, że posługując się żelazną logiką (czyją – to później) mogę stwierdzić z całą pewnością, że ty, niezaleznie od tego kim jesteś, ile zarabiasz, jakie masz gusta – jesteś złodziejem?
Codziennie okradasz wielkie wytwórnie filmowe. Codziennie okradasz producentów muzyki. Codziennie okradasz hurtownie z artykułami spożywczymi, wielkie fabryki które produkują opony samochodowe, w końcu zwykłe sklepy i kioski. Codziennie, nawet o tym nie myślisz. Wstyd!
Co gorsza, w ten sam sposób okradasz też państwo. Co miesiąc przy pobieraniu swojej wypłaty okradasz państwo na grube tysiące złotych. Co roku, wypełniając pity – sumy te idą w miliony. Miliony które powinny trafić do budżetu państwa. A ty dałeś sobie prawo by je odebrać ciężko pracującym urzędnikom i politykom!
Żeby wyjaśnić o co mi chodzi, musimy stworzyć niezależnego biznesmena. Edwarda Kredkę, który prowadzi dobrze prosperującą plantację hamburgerów. W swoich sadach ma też sporo grządek z makaronem. Pan Edward, jako uczciwy człowiek, bardzo skrupulatnie rozlicza się z urzędem skarbowym, co do groszka. Ponieważ ma naprawdę ogromne zyski, to i podatki jakie płaci są spore – co roku dzięki niemu wpływa do budżetu 100 milionów nowych polskich złotych. 100 milionów!
Teraz porównajmy ciebie oraz pana Kredkę. Urodziliście się z grubsza w tym samym roku. W tym samym mieście, hipotetycznie rzecz biorąc. Nawet wasze rodziny były bardzo podobne. Ja się więc pytam: dlaczego ty nie płacisz co roku podatków w wysokości 100 milionów złotych?! Pan Edward płaci, bo jest uczciwy. Ty jesteś złodziejem, bo przez ciebie budżet państwa jest co roku uszczuplany o 100 milionów hipotetycznego zysku, jaki powinieneś wnieść. Pan Edward mógł tyle płacić, więc i ty możesz. Jeśli tego nie robisz to jesteś złodziejem, kropka.
Idźmy dalej tym tokiem rozumowania. Idziesz sobie ulicą, mijasz kioski Ruchu, jakiś pewex (Żabka?) oraz Empik.
1. Nie zapłaciłeś w kiosku za papierosy. Okradłeś z hipotetycznego zysku: producenta papierosów, dystrybutora i biedną panią, która pracuje w kiosku. Czym ci ona zawiniła, ja się pytam? Przez ciebie stracili zysk, jaki mogli na tobie mieć!
2. W naszej Żabce podobnie – nie zapłaciłeś za piwo, nie zapłaciłeś za chleb, nie zapłaciłeś za mąkę. Czym ci zawinił browar, piekarz i młynarz? Czy ty wiesz, że przez ciebie w tej chwili mogą być na krawędzi nędzy? Kolejni ludzie których pozbawiłeś hipotetycznego zysku.
3. Empik. Oj, tutaj to dopiero nakradłeś! Nie kupiłeś najnowszego filmu z Dodom, nie kupiłeś najnowszej płyty Feela, IchTroje ani innych hiphopów. Spójrz człowieku, co ty wyrabiasz! Pozbawiłeś ich hipotetycznego zysku! Tylu ludzi, każdego dnia! Wstyd!
A cały tekst dedykuję: – Politykom, którzy ludziom wodę z mózgów zrobili. Jak kolejny raz czytam, że XYZ nie płacił podatków, przez co okradł skarb państwa na czypieńdziesiont, to mnie skręca. – Całej gamie hipokrytów, którzy twierdzą że ściąganie z internetu muzyki, filmów czy programów albo gier to kradzież.
Dziękuję za dedykację. Ale tekst słaby, bo nawet nie rozróżniasz w nim własności intelektualnej od fizycznej. Fakt, można dyskutować z tym, czy coś takiego jak własność intelektualna powinno prawnie istnieć, ale póki uznajemy ten fakt to niestety takie mongolskie teorie jak ta z notki niezbyt są przekonujące.
Nie, nie wejdę na IRCa, żebyś mnie mógł skarcić, przynajmniej nie teraz ;]
Ale że osohozi? Mówię jasno: piracisz muzykę, to producent traci hipotetyczny zysk. Nie ściągasz jej, a mimo to nie kupujesz – producent traci dokładnie to samo.
Jak ściągasz to traci z oczu faktyczny rynek zbytu i możliwość analizy targetu. Więc nie mów, że nic. Handel to nie tylko proste pieniądz-towar.
Jasne, ale to na tym się opieram w całym tekście. Zarobki producenta, które właśnie zmniejszyłeś, bo nie poszedłeś do empiku kupić najnowszy hit Dody.
Myślę, że spokojnie można przyjąć, iż w wypadku muzyki czy filmu nie sprzedaje się końcowego efektu, ale raczej czas poświęcony na jego przygotowanie. A dokładniej cena jest za jednostkę konsumenta na godzinę przygotowań. I załóżmy, że taki hipotetyczny pan Stanisław Waltornia na wyprodukowanie krążka zużył 100 godzin. Ustala cenę 40 groszy za konsumenta na godzinę. 100 osób kupuje płytę, więc do kieszeni pana Waltorni wpłynęło 4000 złotych. Ale w tym momencie przychodzi pan Jeremi Groszek, który wraz ze swoimi 14 braćmi ściąga płytę Waltorni i przesłuchuje ją w domu. Wówczas, jak nietrudno policzyć, wpłynęło 4000 zł, a przesłuchujących jest 115, co daje cenę za konsumenta na godzinę w wysokości ~35 groszy. A więc jakąś stratę poniósł. Nie sądzisz? :>
Idąc tym tokiem rozumowania, każde kolejne odsłuchanie płyty, przez legalnego posiadacza, również przynosi mu stratę. Tak naprawdę to traci on „zysk, który mógłby zyskać gdyby Jeremi kupił płytę”. My również w tej chwili pozbawiamy go tego zysku.
argh, „zysk który mógłby zyskać” :D no, po prostu hipotetyczny, środki jakie mogły wpłynąć gdyby kupił płytę.
Widzę, że nie zrozumiałeś wywodu. Przeczytaj go jeszcze raz, skup się na jednostce – to nie są przesłuchania na godzinę :> Aha, no i, powiedzmy, rodzinę traktujemy jako jednego użytkownika, więc zamień sobie tych braci na kogo tam chcesz, mogą być kumple z IRCa :P
A, fakt, pokrętnie te „godziny” użyłeś ;) Tak czy siak – pan Waltornia ma w kieszeni dokładnie tyle samo, nadal to jest 4000 złotych. Jako ludź też mogłeś być konsumentem i też mogłeś kupić jego płytę, nie zrobiłeś tego i nie ściągnąłeś muzyki. Strata ta sama, gdy ktoś jednak ściągnie muzykę – twój rachunek jest nieco naciągany…
Już pomijamy sytuacje gdy po ściągnięciu marnej jakości mp3 ktoś kupuje płytę, czy też to, że pan Waltornia pewnie dostaje z góry określoną w umowie z producentem stawkę.
A ja myślę, że… Voronowe pieprzysz bez sensu. Czy wy do każdej nawet najgłupszej teorii, żartu musicie się, kurwa, przyczepić ze swoimi dywagacjami i rozmyślaniami na temat każdego najdrobniejszego szczegółu? Marnować czas i denerwować innych?
Słabe… to jest twoje poczucie humoru. I jeszcze coś innego..
Sławek, that’s what blogging is for. Enjoy your ignorance.
Chyba na Joggerze ;]
Życie zatem to wieczne podpierdalanie
Podpierdalam żeby żyć i dawać innym podpierdalać ;p
Przyczepię się tylko do tego, bo jest szczególnie głupie:
„Ja się więc pytam: dlaczego ty nie płacisz co roku podatków w wysokości 100 milionów złotych?! Pan Edward płaci, bo jest uczciwy.”
Nie płacę, bo nie mam tyle – gdyby każdy mógł mieć tyle, to pieniądze nie miałyby wartości i załamałby się cały system ekonomiczny.
Przyczepię się tylko do tego, bo jest szczególnie głupie:
„Ja się więc pytam: dlaczego ty nie płacisz co roku podatków w wysokości 100 milionów złotych?! Pan Edward płaci, bo jest uczciwy.”
Nie płacę, bo nie mam tyle – gdyby każdy mógł mieć tyle, to pieniądze nie miałyby wartości i załamałby się cały system ekonomiczny.
On mógł wymyślić interes, mógł się przebić, mógł wszystko załatwić – ty też mógłbyś.
Ale nie ma algorytmu, który z całą pewnością by cię doprowadził do bogactwa – i o to mi właśnie chodziło. Gdyby był, to wszyscy by byli bogaci, więc nikt by nie był bogaty. Mógłbym użyć słowa inflacja, ale boję się, że nie zostanę zrozumiany.
Ale napisałem wyraźnie – start mieliście taki sam. A inflacja, oczywiście że wiem co to. Takie ciastka, z waniliowym kremem. Choć nie wiem co to ma do rzeczy :/
Jak ci pracodawca nie zapłaci za pracę to tez Cię nie okrada, bo przecież nic Ci nie zabrał?
puppy: nie można mieć takiego samego startu. Rynek to nie jest automat komórkowy.
@ronin: Jest swego rodzaju umowa – ja siedzę w pracy X godzin, czy też wytwarzam X produktów/usług, w zamian otrzymując zapłatę. Można powiedzieć że to samo się tyczy przykładu Voronwe, jednak tam jest nieco inaczej: praca wykonywana jest raz, za z góry określoną stawkę. I tu artysta nie traci realnych dochodów, bo ich by nie miał tak czy siak. W przypadku normalnej pracy jest to inaczej – za każdym razem wykonuję pracę, nie odcinając kuponów od np. poprzedniego miesiąca.
@Dodek: Nie rozumiesz mnie chyba. Jeśli osoba X mogła coś zrobić, dlaczego było to niemożliwe dla osoby Y? Brak talentu można wyrównać ciężką pracą, więc pozostaje czynnik chęci i lenistwa. A to już czysty wybór.
Nie jest to też w żaden sposób realistyczna symulacja, tylko gdybanie – jeśli X mógł, to Y też, może nawet lepiej. Bo pan Edward Kredka też okrada państwo – bo taki Microsoft pewnie większe podatki płaci.
To bzdura, że Y mógł tak samo jak X, na przykład wyobraź sobie chociażby, że do X się zwraca inwestor, a do Y nie – i już X może się szybciej rozwijać. Naprawdę się dziwię, że komukolwiek trzeba to tłumaczyć.
A dlaczego zwrócił się do X a nie Y? Może X wykazał się większym zapałem, może więcej pracował?
Jeszcze wracając do pytania ronina: jeszcze raz, artysta robi raz, i wielu ludzi korzysta, koniec. Zawsze jedna praca, od której ma przychody. Gdy np. produkujesz słoniki z czekolady, to każdy robisz z osobna, tutaj jest proste ratio: za każdą sztukę masz osobno zapłatę. Zrobisz/przepracujesz więcej, masz więcej zapłaty. Gdy po przepracowaniu większego czasu nie dostajesz większej zapłaty, to jesteś realnie stratny.
Nie, inwestor spojrzał na obydwie spółki, były identyczne, więc rzucił monetą. Twoja teoria jednakowego startu jest nędzna.
Nie, nie rzucał monetą. Rynek w większości jest jawny, wszelkie przetargi są jawne. Obie spółki starały się przekonać inwestora do siebie. X się wykazał większą inteligencją. Poza tym nie rozumiem jednego – twierdzisz, że taki realny bogacz jak choćby Gates mógł zarobić miliardy, ale już Jasiu Kowalski nie ma na to szans? Od razu się poddać? Każdy może zostać kim chce, takie jest moje zdanie. Jeśli w to nie wierzysz, to znaczy że wierzysz, że coś może ograniczać twoje możliwości.
Jakie kurwa znowu przetargi? Inwestor może mieć kaprys inwestowania w prezerwatywy robione ze skórek od bananów i nikt mu tego nie zabroni, nieważne, jak idiotyczne to by się mogło wydawać. Inwestor może być emerytowanym miliarderem i z czystej złośliwości lokować pieniądze w firmie pana Z, który jest leniwy i głupi, tylko po to, by ludziom X i Y się nie powodziło.
Nie każdy może zostać kim chce, taka jest przykra prawda, a wiara, że jest inaczej, jest naiwna. Oczywiście, wszyscy mają równe prawa, ale nie wszyscy mają równe możliwości – sporo ludzi jest za mało inteligentnych, sporo ludzi ma nieodpowiedni temperament do prowadzenia działalności gospodarczej, sporo nie ma możliwości startu, sporo ludzi ma po prostu pecha…
wut puppy
„Gdy np. produkujesz słoniki z czekolady, to każdy robisz z osobna, tutaj jest proste ratio: za każdą sztukę masz osobno zapłatę. Zrobisz/przepracujesz więcej, masz więcej zapłaty. Gdy po przepracowaniu większego czasu nie dostajesz większej zapłaty, to jesteś realnie stratny.”
A gdy producent („słuchacz”) korzysta z możliwości, żeby nie zapłacić facetowi od słoników („muzykowi”) – np. oszukuje go, że słoniki są źle wykonanie i za te nie zapłaci („kopiuje album”) to wtedy mamy do czynienia z kradzieżą czy nie? Mamy sytuacje gdy korzysta w wytworzonego dobra, ale za nie nie zapłaci zgodnie z umową.
Kradzież nie dotyczy tylko rzeczy fizycznych i chyba cały czas o tym zapominacie. I nie wszyscy mają płacone od sztuki tylko, np dostają procent ze sprzedaży danego dobra np. filmu, albumu.
Nie ma czegoś takiego jak „własność intelektualna”. Własość jest wtedy, jeśli ja mam coś, daję to komuś, po czym już tego nie mam. Darmowe robienie idealnych kopii wywraca pojęcie do góry nogami.
Khorne, podałeś definicję własności „fizycznej” (nie wiem jak sie ona prawnie nazywa) i ta definicja bynajmniej nie skreśla pojecia własności intelektualnej.
W ogólności tekst brzmi świetnie ;D Ale merytorycznie jest słaby ;P
Gdybyś dodał do tego replikator przedmiotów w stylu – idziesz obok kiosku, spoglądasz na najnowszego Playboya, wyciągasz replikator i tak! Yes! Yes! Yes! Sklepikarz ma Playboya i ty masz Playboya! Pozbawiłeś sklepikarza hipotetycznego zysku ;>
Tym różni się idea od materii – ideę można skopiować nie zabierając jej autorowi, a z materią tego nie zrobisz.
Ja jestem przeciwny takiemu „kopiowaniu idei”, jeżeli autor lub osoba, której przekazał majątkowe prawa autorskie nie życzy sobie tego. Ale szczerze zachęcam do tego, aby nie zabraniać tego, zarabiać na wsparciu, świetnym wydaniu itp. Jest wiele sposobów na to, aby zarobić w świecie w którym każdy może skopiować naszą pracę.
Dalej w bezczelny sposób korzystasz z mojego procesora.
W ogólności to cała Twoja „żelazna logika” wypieprza się na braku definicji kradzieży. Za Wikipedią: Kradzież (art. 278 kk) to zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia.
Już mi się znudziło powtarzanie w kółko tego samego :)
Ja się zgadzam z tą definicją. Dlaczego więc nie płacenie podatków = okradanie państwa, a ściąganie muzyki – okradanie producenta?
Wybacz, ale jestem słaby w tłumaczeniu oczywistości.
Definicja mówi o „zabraniu rzeczy” – a więc?
Bardzo przepraszam, ale czego Ty nie rozumiesz?
A gdzie w w/w zabieram coś komuś?
państwo okrada i mnie poprzez inflacje itp