Blokowanie po dns
Załóżmy taką sytuację, że ISP blokuje pewne strony – pornografia, wegetarianie, cykliści – obojętnie. Lista jest oczywiście tajna, a by chcemy wiedzieć co tam jest. Chcemy też, by świat się o tym dowiedział grając na nosie dupkom pokroju Ministranta Do Spraw Cenzury Conroya (aka wielebnego stefana podpierdka)
Co robimy?
Bardzo proste. Potrzebujemy 3 składniki:
- IP serwera, na który odwiedzający zostanie przekierowany (zamiast na prawidłową stronę)
- IP serwera dns, na którym jest blokada
- Listę wieeeeeeeeeelu stron internetowych.
No i narzędzie dig.
$ dig @[serwer dns] -f list in +noall +answer \ | grep '[podstawiony ip]' > result.txt
I czekać. Moja lista ma zaledwie milion adresów, później trzeba będzie coś lepszego znaleźć... może własny crawler?
A teraz czekam… zzzz… niedługo WL opublikuje listę używaną we Włoszech :)
Piękno ruby
Załóżmy taką sytuację, że jest uruchomiony jakiś program – obojętnie jaki, ale on powinien być włączony non stop, bez przerwy – dniami, tygodniami, miesiącami. Każda chwila gdy trzeba go wyłączyć to tragedia. Co zatem zrobić, jeśli chcemy wprowadzić do niego zmiany?
Życiowa misja
[ ] ROB WHITEHATS OF THEIR LAPTOPS [x] RM EVERYONE WHO MAKES MONEY FROM SECURITY [x] RM EVERYONE WHO HELPS OTHERS MAKE MONEY FROM SECURITY [ ] BREAK INTO WHITEHATS HOUSES [ ] TAP WHITEHAT'S PHONES, FAXES, AND STEAL THEIR MAIL [ ] THREATEN WHITEHATS WITH LAW SUITS [x] BECOME A WHITEHATS ONLINE GIRLFRIEND [x] REMEMBER THAT ALL WHITEHATS SMELL
Mission in progress…
Domowa sieć
Od dawien dawna mam wielką ochotę stworzyć w domu sieć komputerową z prawdziwego zdarzenia. Nie taką zwykłą, ale prawie że akademicką...
Primo (victoria) – serwer. Tutaj dużej inwencji nie ma, ot, zwykły linux (u mnie żentu) bez bzdur typu xorg – serwer służy do przechowywania plików, ściągania pron z torrentów, przechowuje bazy danych, ma wszelakie serwery www i przede wszystkim – duży dysk. Serwer jest włączony zawsze. I to z niego cały dom będzie zaopatrywany w muzykę, filmy, zdjęcia – w każdej chwili, dowolny komputer. Dalej jednak zaczynają się schody – serwer do demonów prędkości nie należy, więc nie wszystko jest różowo. Ot, zwykły komputerek z 466mhz i 192mb ram. Jak na w/w wymagania – aż nadto. Ale co jeśli się chce iść o krok dalej…
Defender of the Arduino
Kilkanaście dni temu dostałem w swe łapki zestaw uruchomieniowy – chip Atmega16, cały zestaw w 100% kompatybilny z Arduino.
Od tego czasu w większości eksperymentowałem, starałem się go poznać. Dziś zacząłem skrobać pierwszy poważny projekt – prostą grę, taką, na jaką pozwalają możliwości wyświetlacza LCD 2*16 znaków.
Płytka to nie jest „oryginalne” arduino, jednak była w podobnej cenie – za to mam wbudowanych 5 przycisków, 8 diodek, 2 potencjometry, czujnik temperatury (niestety cyfrowy, dallas, jeszcze nie opanowany…), czujnik IR, złącze na karty pamięci, wbudowany wyświetlacz LED 4*7 segmentów + kropki a także odłączany ekran LCD – 2*16 znaków ASCII.
No więc… do czasu aż zdobędę odpowiednie nadwozie i silniczki do budowy robota, który ładnie będzie badał otoczenie, a następnie ignorował wyniki i wjeżdzał w ścianę, zająłem się prostą gierką. Screen z wersji roboczej można zobaczyć tutaj natomiast kod tutaj – podłączenie widać na screenie. Takie też jest w drugiej wersji, o której pomyślałem pisząc ten wstęp. W pierwszej wersji sterowanie polegało na zmianie położenia dwóch potencjometrów – suma napięć na obu definiowała prędkość poruszania się, ten który miał wyższe napięcie – kierunek „pchania” pojazdu. Ale mniejsza z tym.
Nowa wersja działa już inaczej – obsługa to zaledwie jeden przycisk, który zmieni ustawienie pojazdu – z góry na dół i odwrotnie. Z prawego końca ekranu przesuwa się ku nam Wielka I Zła Asteroida reprezentowana przez gwiazdkę – trzeba ją ominąć. Jeśli dotknie lewego krańca ekranu to dostajemy 1 punkt, jeśli dotknie nasz dzielny pojazd – jest game over i prezentacja wyniku.
To taki projekt na rozgrzewkę ;-) wiem że nic specjalnego, no ale… każdy od czegoś zaczyna.